Tworzę od lat. I cały czas mam pomysły.
Coraz mocniejsze.
I długo nie wiedziałam, dlaczego tak jest. Aż w końcu zrozumiałam, że nauczyłam się traktować kreatywność jak zasób.
Nie jak coś, co po prostu „jest” albo „nie ma”. Tylko jak coś, czym trzeba mądrze zarządzać, bo inaczej się skończy.

Longevity to nie sztywność

Zanim w ogóle zacznę o tym, jak dbam o kreatywność, chcę powiedzieć jedną rzecz, bo mnie samą długo to mylnie prowadziło.
Creative longevity nie znaczy „rób w kółko to samo przez 20 lat”. Znaczy: zostań w grze tak długo, żebyś mogła rosnąć.
Ja sama przez lata zmieniałam branże. Często. Zawsze kreatywnie, ale szukałam urozmaicenia, nowych bodźców, nowych pól do działania.
Dziś trochę się zawężyłam jeśli chodzi o dyscypliny, ale moje prace i tematy wciąż są różne. Bo uwielbiam mieszać ze sobą zjawiska, które na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego. To jest mój największy bodziec. To, co mnie nakręca.
Twórcy w ogóle są cały czas w procesie. Pojawiają się nowe materiały, nowe technologie, nowe konteksty, nowe wątki, które chce się rozumieć. Stać w miejscu by znaczyło się zatrzymać.
Więc nie chodzi o to, żeby przez całe życie robić jedną rzecz, tylko o to, żeby mieć w sobie dość energii, żeby w ogóle robić cokolwiek dłużej niż dwa lata.
I to jest właśnie kreatywność jako zasób.

Działam w interwałach

Ten sposób pracy stosuję od lat. Intensywna praca, potem świadomy reset, potem powrót do tworzenia z większą siłą niż wcześniej.
Nie tworzę „bo trzeba”. Tworzę, kiedy mam co dać. A kiedy nie mam odpuszczam, zamiast wyciskać z siebie resztki.
To brzmi prosto. W praktyce wymaga jednej rzeczy: zaufania, że wena wróci.
A wraca. Zawsze.
Co właściwie robię na takim resecie?
Codzienny trening.
Medytacja, nawet 15 minut.
Dużo wody. Dobre, powolne jedzenie. Słońce.
Czas z bliskimi bez agendy, bez planu, bez telefonu na stole, ani nawet w pobliżu – zostawiam go w pokoju, bo niestety jestem od niego lekko uzależniona i ciągle dostaję powiadomienia, więc żeby mnie nie rozpraszał to go ze sobą nie biorę.
To jest reset układu nerwowego.
Można pojechać na wakacje i wciąż być w trybie pracy – sprawdzać statystyki, odpisywać między obiadami, planować kolejny projekt przy basenie. Wtedy ciało odpoczywa, ale głowa pracuje dalej. Praca w innej scenerii też jest fajna, też stosuję, ale nie tym razem.
Świadomy reset polega na czym innym. Na tym, że celowo wyłączasz tryb, w którym byłaś przez ostatnie miesiące. Pozwalasz, żeby system nerwowy w końcu odpuścił.
Bo to on decyduje, czy jutro będę miała siłę usiąść do pracy. Nie talent, nie strategia, nie kalendarz.

Co dzieje się po powrocie

Zbieram się w całość czyli myśli, emocje, ciało w jednym miejscu.
Przestaję reagować, zaczynam tworzyć.
I co najważniejsze: znowu chce mi się.
To jest moment, w którym kreatywność znów ma czym oddychać.

Więc kiedy wracam, trzymam się sześciu rzeczy.
Konsekwencja. Codziennie kawałek do przodu, nawet mały. Nawet jeden szkic, jedno zdanie, jeden ruch. To procent składany (nie lubię liczenia procentów, za to mój mąż uwielbia i to od niego tego się nauczyłam) – że z czasem mała rzecz nabiera siły.
Nowe bodźce. Nauka, muzyka, książki, rozmowy z ludźmi spoza mojej bańki, wystawy, podróże. Karmię głowę czymś innym niż mój główny temat. Bo kreatywność to też przetwarzanie… nie da się tworzyć w próżni. I właśnie z mieszania pozornie niezwiązanych ze sobą rzeczy rodzą się moje najlepsze prace.
Medytacja. Nawet 15 minut. To moment, w którym układ nerwowy się resetuje, zanim w ogóle dotknie problemów dnia.
Sport. Nie dla sylwetki. Dla głowy. Bo głowa pracuje tylko wtedy, kiedy ciało żyje.
Czas z bliskimi. Dla mnie fundament wszystkiego. Bez tego nic innego nie ma sensu.
Dzięki temu wszystkiemu chwilowe spowolnienia z perspektywy czasu są tylko lekkim odchyleniem na linii idącej w górę.

Najtrudniejsza lekcja

Przez lata nie umiałam dobrze odpoczywać. Goniłam jak szalona, bo bałam się, że nie zdążę zrealizować wszystkich pomysłów, które miałam w głowie.
I paradoks polega na tym, że dopiero kiedy nauczyłam się odpuszczać to zaczęłam tworzyć naprawdę.
Bo kreatywność nie lubi presji. Lubi przestrzeń i ZAUFANIE.

Kreatywność to nie tylko dar, na który czekasz.
To zasób, który prowadzisz.
A im mądrzej go prowadzisz, tym dłużej tworzysz.

Z inspiracją,

Kate

Koszyk

Do góry