Zanim połączę wszystko w jedną całość, pracuję wyłącznie na fragmentach.
Na tym etapie nie widzę jeszcze gotowego obrazu ani finalnej kompozycji. Widzę osobne elementy: kawałki lnu, małe próbki stali, fragmenty kamienia, wydruki szkiców, które przedstawiają tylko część kierunku. Wszystko funkcjonuje jeszcze „osobno”.
To jest bardzo praktyczny moment, bo dzięki temu mogę ocenić materiał bez presji całości.
Widzę:
– jak stal zachowuje się zestawiona z lnianym płótnem
– czy kamień dodaje balansu, czy zaburza proporcje,
– czy faktury się wzmacniają, czy się wykluczają,
– gdzie kolor ma sens, a gdzie jest zbędny.
Dopiero kiedy rozłożę te fragmenty na stole i zacznę je przesuwać, zestawiać i usuwać, zaczyna się wyłaniać logika serii.
To, co mam w głowie jako ogólny kierunek, konfrontuję z realnymi materiałami.
I dopiero wtedy mogę zdecydować, co zostaje, co odpada, a co musi zostać dopracowane.

Intuicja jako punkt wyjścia
Ten etap zmusza mnie do zatrzymania się i pracy bardzo manualnej. Drukuję, wycinam, przykładam, odkładam. Czasem coś przesuwam dosłownie o centymetr i nagle okazuje się, że zmienia się cały kierunek. Na dużym stole układam wszystkie elementy obok siebie i buduję między nimi relacje, hierarchie i kontekst. Kiedy mam już te wszystkie fragmenty rozłożone na stole, zaczyna wyłaniać się pierwszy zarys serii. Nie finalny obraz, ale energia, która będzie ją prowadzić. Na tym etapie nie potrzebuję pełnej wizji. Potrzebuję jedynie zobaczyć, jak materiały zachowują się obok siebie. Dopiero wtedy zaczynam mieć pewność, w którą stronę iść.

Punkty, które prowadzą
Nie patrzę wprost
Kiedy pracuję nad serią, nie szukam jej gotowych odpowiedników. Szukam jakiejś koncepcji głównej . Sięgam po podręczniki do fizyki, zagadnień filozoficznych czy psychologicznych, bo tam znajduję najwięcej inspiracji. Jeśli jakiś blok tematyczny mnie wciągnie, to się w niego zgłębiam i przenoszę to do swojej pracowni.
Poza schematem
Nie interesuje mnie powielanie tego, co już zrobiłam ani tworzenie kolejnej wariacji na znany temat. zukam napięcia, przesunięcia, momentu, w którym forma przestaje być oczywista. Nie tworzę obiektów jako zamkniętych form. Tworzę doświadczenia, które budują relację z przestrzenią, materiałem i odbiorcą.
W wielu wersjach
Nie buduję serii z przypadkowych elementów. Zawsze zaczynam od jednego, mocnego tematu, który działa jak rdzeń. ażda praca jest inną interpretacją tego samego napięcia, ale żadna nie jest powtórzeniem. Dzięki temu seria oddycha jako całość, a jednocześnie każda praca istnieje samodzielnie.

Dlaczego to jest ważne dla każdego projektu?
Takie dopasowanie materiałów i przemyślenie całości to jak strategia w biznesie. Dzięki temu:
– widzę serię w całości, zanim powstanie pierwsza praca,
– mogę testować kierunki, zanim stanie się to kosztowne,
– przyspiesza mi to tworzenie – jeśli sobie wszystko przemyślę, stworzenie tego to już tylko przyjemność i zazwyczaj kreacja „przepływa przeze mnie”
To nie jest typowy moodboard.
To bardziej fizyczna mapa projektu.
Jak wygląda proces twórczy u Ciebie?

Z inspiracją,
Kate Bartnik





