Jesień w pełni – w Krakowie czuć ją na każdym kroku. Ta zmiana dzieje się wszędzie – w studiu, w garderobie, przy stole. To dokładnie to samo, co świeże, czyste zeszyty i ostre ołówki pierwszego dnia szkoły: masz wrażenie, że wkraczasz w kolejną wersję samego siebie. Taki naturalny rytuał przejścia w nowy sezon, który niesie ze sobą ciekawość, rozwój i małą reinwencję.
Jesień to dla mnie moment, by zatrzymać się i jednocześnie otworzyć na coś nowego. Uwielbiam ten czas – w modzie, w kuchni, w studiu.

MAŁE AKCENTY
Wierzę, że zmiana jednej rzeczy potrafi zmienić całe nastawienie. Dlatego we wnętrzach też lubię zaznaczać nadejście jesieni. Wystarczy jeden detal – nowa lampa, świeczka, kubki w kolorze, którego wcześniej nie było – i nagle całe mieszkanie oddycha inaczej. To prosty, a jednocześnie genialny sposób, żeby bawić się barwą i nastrojem bez wielkich rewolucji.
W pracowni też widzę, że moje projekty zakładają jesienne tony – z pewnością pojawi się dużo cortenu, trochę pomarańczu, brązów. Przypomina mi się też moja instalacja właśnie ze stali cortenowej.

GARDEROBA I PIELĘGNACJA
Jesienne stylizacje to moje ulubione – wielowarstwowe – jeszcze lekkie, ale już otulające. Bordo, czekolada, granat – odcienie cięższe, mocniejsze, często przełamane kratą albo wzorem/ kolorem, który nie boi się uwagi. Lubię do jesiennej stylizacji dodać trochę kontrastowej żółci czy różu.
To też moment, w którym chętniej wracam do rytuałów i regularności – więcej sauny, treningów i masaży. Jesienna pogoda aż prosi się o spacery w rześkim powietrzu i momenty zadbania o ciało u umysł – o wszystkie zmysły. Dlatego też codziennie w użyciu mam olejki eteryczne – głównie dzika pomarańcza i lawenda.

ROZGRZEWAJĄCA DIETA
Jesień domaga się ciepła – także na talerzu. Pieczone owsianki ze śliwkami, bataty z masłem orzechowym, jagnięcina z pieca – to moje jesienne dania popisowe. Poranek zaczynam od drobnych rytuałów: siemię lniane lub olej lniany, zakwas z buraka i napar, który rozgrzewa od środka. Czasem sięgam po kakao ceremonialne, czasem po chai – szczególnie ten z krakowskiego catea.chai, wersja LULU. Wystarczy kilka składników, by stworzyć coś więcej niż jedzenie: atmosferę, która koi i inspiruje.
Piękno nie jest stałe. Ono żyje, zmienia się razem z nami. Może dlatego właśnie lubię jesień – bo wzywa do zmiany, ale nie brutalnie, tylko z czułością i stylem.

Mam też do Was prośbę.
Podzielcie się ze mną czymś, co Was ostatnio poruszyło – książką, filmem, playlistą.
Chcę zanurzyć się w różnych formatach, chłonąć nowe perspektywy, otworzyć przestrzeń dla wyobraźni.
Bo inspiracja nigdy nie przychodzi z jednego kierunku – zawsze jest kolażem dźwięków, obrazów i słów.
Kate





