Minęło już kilka dni od wernisażu „Pomiędzy światami”, a ja coraz wyraźniej widzę, że to, co wydarzyło się tego wieczoru, nie było tylko prezentacją prac. To był moment świadomie zaprojektowanego doświadczenia.
Na co dzień żyjemy w trybie ciągłego przyspieszenia. Przeskakujemy pomiędzy zadaniami, ekranami, rolami. Jesteśmy w ruchu, często szybkim, czasem chaotycznym. Dlatego od początku wiedziałam, że ta wystawa nie może powstać w pośpiechu ani być odbierana w biegu.
Tak jak w projektowaniu przestrzeni czy dnia – nie wszystko musi dziać się w tym samym tempie.
Niektóre rzeczy warto przyspieszyć.
Inne celowo spowolnić.
„Pomiędzy światami” jest właśnie o tym balansie. O projektowaniu rytmu: wizualnego, zmysłowego, emocjonalnego. O zrozumieniu, że elementy, które na pierwszy rzut oka wydają się oddzielne, w rzeczywistości są ze sobą głęboko połączone.

Formy prac nie są idealnie symetryczne. Osie są przesunięte. Elementy nie zawsze chcą się domknąć. Bo współczesne doświadczenie też nie jest już całością. Składa się z fragmentów, przejść, przerw. Z momentów „pomiędzy”.
Dlatego ta wystawa nie kończyła się na obrazie.
Zależało mi na stworzeniu warunków do uważności.
Zapach, który przywoływał nostalgię i emocje zapisane w pamięci ciała. Muzyka na żywo, która nie była dodatkiem, ale rytmem całego wieczoru. Smaki, których nie da się przenieść do świata cyfrowego. Wszystko to działało w tle po to, by obrazy mogły zostać zauważone spokojniej, bez presji natychmiastowego odbioru.
Jedna z opinii, która szczególnie ze mną została, brzmiała:
„Czuję się jak w planetarium, a nie na wernisażu.”
I to zdanie bardzo dobrze oddaje intencję tej przestrzeni. Chciałam, żeby widzowie byli wewnątrz doświadczenia, a nie tylko „przed” pracami.

Coraz bardziej wierzę, że dobra wystawa podobnie jak dobrze zaprojektowana przestrzeń czy dzień nie polega na perfekcyjnej harmonii. Polega na rytmie. Na napięciu pomiędzy spokojem a bodźcem. Na momentach ciszy, które pozwalają innym elementom wybrzmieć.

Ten wieczór wydarzył się dzięki wielu osobom — tym, którzy współtworzyli jego atmosferę, i tym, którzy przyszli z otwartością, bez pośpiechu, z gotowością do bycia tu i teraz.
Dziękuję za rozmowy, za uważność, za obecność.

„Pomiędzy światami” było dla mnie ważnym przypomnieniem, że czasem najciekawsze rzeczy dzieją się wtedy, gdy przestajemy przyspieszać — i pozwalamy doświadczeniu prowadzić nas we własnym tempie.

Z inspiracją,
Kate

Kate Bartnik





